Historia objawień Matki Bożej w Dąbrówce

[Rozmiar: 36110 bajtów]

W miejscu, gdzie stoi dziś kapliczka, niegdyś stała barć, 400 lat licząca, z krzyżem wyciętym na korze i otwartym dziankiem u góry. Nad krzyżem w pęknięciu obsadził ktoś mały obrazek na blasze Matki Boskiej "tutejszej" roboty. Obrazek wraz z krzyżem, strzec miał drzewa przed zachłanną ręką szkodników.
Zdarzyło się, że zły człowiek z tejże wsi zamyślił barć tę zrąbać, liczył że dużo zarobi na bezpańskim drzewie. Co zamierza! to postanowił zrobić. W widną noc wiosenną zabrał dwóch synów z siekierami i piłą i poszli do barci. Ale zaledwie chciwy gospodarz parę razy uderzył w pień siekierą, siły go opadły i zaniemógł tak, że ledwie go do domu zaprowadzono. A z drzewa nadrąbanego nie żywica, lecz żywa krew ciekła przed długi czas. Ludzie patrzący na to potruchleli z przerażenia, a chłopa, co chciał barć zrąbać przed długie lata choroby trapiły wraz z dziećmi i dobytkiem.

Od tej pory (w 1850 roku) o "cudownej" barci było już głośno w okolicy. Następnym objawem cudu było objawienie się Najświętszej Panny na drzewie. Przed samym majem poszły do obrazka dwie młode dziewczyny: Marcyna i Rozyna. Ubrały barć w kwiatki, a obrazek w wianek z kwiatów leśnych i zieleni, potem zmówiły pobożnie "Zdrowaś.." A że zapadał zmierzch, miały już odchodzić. Naraz łuna buchnęła z drzewa u góry. Wylęknione dziewczyny spojrzały w górę i zobaczyły pod gałęziami dziwną jasność, a wśród niej w otworze pszeczelim stała żywa figura Matki Boskiej z Dzieciątkiem na lewej ręce. Dziewczyny padły na ziemię, a potem czym prędzej pobiegły do wsi z radosną nowiną. - Matka Boska objawiła się na barci - powtarzano sobie po wsi. - U nas w Dąbrówce
Najświętsza Panienka - szeptali kreśląc znak krzyża starsi Od tej pory pod barcią było ludno i rojno. Z sąsiednich wiosek i parafii ciągnęły gromady wierzących i pobożnych. O zmroku co dzień widziano jasność, a potem ukazywała się twarz Najświętszej Panny. Pod barcią zaczęły się dziać dziwy niesłychane. Chorzy odzyskiwali zdrowie, kulawi od wielu lat zostawiali same kule i szli o własnych siłach, smutni doznawali pocieszenia.

O Matko Dobrotliwa pociesz nas - wołano zewsząd udając się do Dąbrówki. I przyjechał ksiądz z Nowogrodu, zasłużony proboszcz tejże parafii. I zobaczył gromadki ludzi oczekujących pod barcią na ukazanie się cudownej jasności na drzewie i żal mu się zrobiło że marzną w oczekiwaniu.
Moi drodzy, nie jeden z was doznał łaski Pańskiej pod tym drzewem - rzekł - lecz łaska ta skończyła się, grzechem zaś i bałwochwalstwem byłoby modlenie się do starej barci. Objawienie się Matki Boskiej i jej łaski są wskazaniem, że miejsce to upodobał sobie Bóg i wienien tu stanąć kościół dla Jego chwały. Widząc, że ociągają się powiedział: - łóżcie po siekiery i rąbcie przy mnie a nic wam się nie stanie a zjednacie sobie odpuszczenie grzechów. Sciosano wpierw krzyż stary w korze wyryty i zdjęto obrazek, a później, widząc że krew nie ciecze już z drzewa z większą pewnością rąbano, aż w końcu drzewo runęło z łoskotem. Ksiądz przeżegnał miejsce krzyżem świętym i odjechał. Lecz w drodze powrotnej spotkało go nieszczęście, w czasie przeprawy przez rzekę Pisę lód się załamał i ksiądz wpadł do wody. Zbyt długo w niej przebywał i zaraz po przyjeździe do Nowogrodu zmarł. Ludzie mówili po tym, że to kara za zniszczenie cudownej barci.

A w miejscu, gdzie sterczał pień po zrąbanym drzewie, wkrótce stanęła niewielka kaplica jako zaczątek przyszłego kościoła. Umieszczono w niej wszystkie kule i szczudła uzdrowionych pod barcią kalek i chorych. Kaplica w tym miejscu stała do 1944 roku. Rozebrali ją Niemcy na okopy. Po 60 latach parafianie przeznaczyli te ziemię na sanktuarium Matki Bożej i w 2004 powstała obecna kaplica objawień Matki Bożej.